Zawsze i wszędzie

O, nie mów o mnie, gdy mnie już nie będzie,
Że ciebie tylko goryczą zraniłem,
Bo ja goryczy kielich także piłem
Zawsze i wszędzie!
O, nie mów o mnie, gdy mnie już nie będzie,
Że tobie tylko los życia przepsułem,
Bo własną dolę sam także zatrułem
Zawsze i wszędzie!
Ale mów o mnie, gdy mnie już nie będzie,
Że Bóg jest dobry, że mnie schował w grobie,
Bo byłbym sobie nieszczęsny i tobie
Zawsze i wszędzie!

Wzywam cię w boskiej wspomnienia

Wzywam cię w boskiej wspomnienia godzinie,
Stań tu przede mną, nim ta chwila minie —
Stań tu przede mną — lecz jak wtedy — cała
Lekkimi szaty błękitna i biała,
Z dumy ponurym na ustach znamieniem,
Z smutku na czole niewymownym cieniem,
Piękna w tym smutku i dumie zarazem —
Na pół stworzona potęgi obrazem,
Na pół nieszczęścia! — O, stań tu przede mną —
W tej samej chwili raz jeszcze bądź ze mną!
Niech głos twój słyszę, niech ujrzę twą postać,
Choćbym miał potem w wiecznym szale zostać
I wołać wiecznie: „Gdzie ona? gdzie ona,
Ta cudna moja — ta moja stracona?”
Wiersz: Zygmunt Krasiński
Wiersze, Wiersze miłosne

Śmierć ciała niczym

Śmierć ciała niczym — takiej śmierci chwila
Wabi myśl moją, sercu się przymila;
Lecz śmierć jest inna, co przepuszcza ciału,
A duszę tylko zabija pomału.
Ta śmierć się zowie — smutkiem nieskończonym –
Ta śmierć się zowie — szczęściem utraconym!
Taką umieram! — Tym ostatnim jękiem,
Jak strun zarwanych konającym dźwiękiem,
Wołam do ciebie — wyproś mi u Boga,
By za mą duszą wkrótce poszło ciało —
Wyproś u Boga, by nic nie zostało
Ze mnie na ziemi — oprócz ciebie — droga!
Wiersz: Zygmunt Krasiński
Wiersze, Wiersze miłosne

Rok mój, rok szczęścia

Rok mój, rok szczęścia, czego mi umiera?
Czemu go wieczność z rąk moich wydziera,
Czoło mu wieńcząc umarłych pokojem?
Jam go tak kochał! — On był dobrem mojem…
A teraz anioł ten zdejmie koronę,
Skrzydła nad twarzą zamknie jak zasłonę
I zstąpi w trumnę — ot, bije godzina…
Inna się zorza tam, na niebie, wszczyna,
Inny się anioł ludzkim oczom zjawi…
A ja nie patrzę, ja tylko przeklinam —
Bo ten dzień nowy bez ciebie zaczynam
I serce moje krwią wspomnień się krwawi…
Wiersz: Zygmunt Krasiński
Wiersze, Wiersze miłosne

Ledwom cię poznał

Ledwom cię poznał, już cię żegnać muszę,
A żegnam ciebie, jak gdybym przez wieki
Żył z tobą razem i kochał twą duszę,
A teraz jechał w jakiś kraj daleki
I nie miał nigdy już obaczyć ciebie,
Chyba gdzieś — kiedyś — po śmierci — tam, w niebie!
Gdybym przynajmniej zostawiał cię żywą,
Nie strutą jadem, nie śpiącą w żałobie,
Jak senna Julia sama jedna w grobie —
Gdybym mógł marzyć, że będziesz szczęśliwą,
Ze choć raz jeszcze oczyma czarnemi
Spojrzysz radośnie na błonia tej ziemi
I rzekniesz z cicha: „Świat ten piękny, Boże!” —

Jeśli mi kiedy przewodniczyć

Jeśli mi kiedy przewodniczyć miały
Na drodze ziemskiej szczęście albo chwała:
Zrzekam się szczęścia i nie chcę tej chwały,
Byś tylko dłużej piękną mi została.
Za każdy uśmiech, co na twojej twarzy
Zostawi, mdlejąc, drobny ślad radości,
Los niech mi w zamian długi smutek zdarzy,
Niech mi dnie życia wytrąci z przyszłości.
Bo życie moje przeplatałem twojem,
Jak dwie złączone, nie zmieszane rzeki,
Co płyną zgodnie różnofarbnym zdrojem,
I gdy ty zwiędniesz, ja zgasnę na wieki.
Wiersz: Zygmunt Krasiński
Wiersze, Wiersze miłosne

Jakże zerwiesz

Jakże zerwiesz, co nas łączy
I zarazem tak rozdziera?
Nieśmiertelne — nie umiera —
Nieskończone — się nie kończy!
Darmo — darmo — już się stało!
Co się stało — nie odstanie!
Pęknie serce — zginie ciało —
Lecz nie przejdzie ukochanie!
By zlać z twoją moją duszę,
Jeśli trzeba umrzeć ciałem,
Ciałem umrzeć chcę i muszę —
Ach! bo wiele cię kochałem!
Czy w anielskim roztkliwieniu —
Czy namiętnym serca szałem —

Jak przed wyrzutem

Jak przed wyrzutem, jak przed straszną winą
Serce mi pęka, o moja Delfino —
Wszędziem cię widział, wszędziem marzył ciebie —
Gdzie gwiazda wschodzi i gdzie kwiat się plemi,
Tyś wszędzie dla mnie była tam na niebie
I dla mnie wszędzie tu byłaś na ziemi!
A teraz powiedz, co z nami się stanie?
Gdzie jestem? Dawno już ciebie straciłem.
W dzień i w noc wołam — daremne wołanie —
Już kielich smutku aż do dna wypiłem!
Ludzi przeklinam, ludzi nienawidzę —
Sam życia mego przed sobą się wstydzę,
Bo żyć na darmo — to jest żyć bez ciebie!
Dziś szatan ze mnie — co niegdyś był w niebie!
Wiersz: Zygmunt Krasiński
Wiersze miłosne, Wiersze

Ja cię nie żegnam

Ja cię nie żegnam — przez to, co świętego
Czczę na tej ziemi — przez cześć kraju mego,
Nie żegnam ciebie — przez Boga żywego,
Nie żegnam ciebie — chyba z fali szumnej
Wyrośnie dla mnie płynne wieko trumny,
Chyba mnie porwą i pójdę, okuty,
W zmarzłą wiecznych męczarni krainę
Znieść karę za to, żem jedną miał winę:
Że z czci nie byłem —jak podli wyzuty!
Lecz się nie lękaj! Mam stróża-anioła,
Mam gwiazdę moją — miłość twą — na niebie,
I choć mnie gwałtem los dziś w drogę woła,
Ja cię nie żegnam, bo wrócę do ciebie!

Im dalej idę po drodze

Im dalej idę po drodze żywota,
Tym twój ideał się bardziej nade mną
Rozszerza — rośnie — gdyby tęcza złota,
Rzucona w ukos przez świata noc ciemną!
Nie w dniach mych przyszłych — lecz w dniach mej przeszłości
Żyje, com widział boskiego na ziemi!
A dni, co przyjdą, przyjdą na wzór gości
Smutnych i czarnych — o biada mi z niemi!
Jedną cię tylko prawdziwym aniołem
Znałem na świecie — reszta wszystko — ludzie!
Przed tobą tylko rozjaśnię się czołem,
A przed innymi zwiędnie czoło w nudzie!

Do Beatr…

Darmo świat ziemski pląsem mnie otoczy,
Motylim skrzydłem chce udać anioła,
Pcha kwiaty w ręce, ciska iskry w oczy —
On wiary mojej przetworzyć nie zdoła.
Przebyłem drogę szczęścia i cierpienia
I nią doszedłem do tych ducha włości,
Gdzie się ideał serca już nie zmienia,
Bo zna go serce — pięknością piękności.
Do dziś dnia kocham, jak dawniej kochałem,
Tę samą postać, którąm ścigał szałem,
Tę samą duszę, którąm wielbił szczerze;
Obie mi widmem —jednem — świętem — białem —
Tylko w kochaniu wieczniejszym się stałem,
Bo w wieczność mego ideału wierzę!
Wiersz: Zygmunt Krasiński
Wiersze miłosne, Wiersze

Czyż z tobą wtedy raz ostatni

Czyż z tobą wtedy raz ostatni byłem?
Smutnym przeczuciem dusza mi się żali,
Bo na tym świecie wszystko, co marzyłem,
Przeszło jak chmura i znikło w oddali.
I dla mnie rozdział jest godłem kochania;
Bom ile razy w życiu nienawidził,
Los ze mnie wtedy połączeniem szydził —
I gdziem przeklinał — nie było rozstania!
Tych tylko wiecznie ze łzami żegnałem,
Których me serce czciło lub kochało;
I teraz, patrzaj, podobnie się stało —
Znać, gdzieś została, tam kochać musiałem!

Czy pomnisz jeszcze na dożów kanale

Czy pomnisz jeszcze na dożów kanale
Gondolę moją w weneckiej żałobie?
Czy pomnisz, jakem ja wiosłował tobie,
Patrząc na ciebie, patrzącą na fale?
Pod «Mostem Westchnień» i moje westchnienia
Słyszane były. Krew moja płynęła
Blisko krwią ofiar zlanego więzienia,
Lecz, jak krew ofiar, w głazy nie wsiąknęła;
Wróciła nazad i szałem mi płonie
W sercu głęboko, na nieszczęście moje,
Bo ty daleko, a ja w innej stronie
I dla nas szczęścia wyczerpnięte zdroje!

Do pewnej pani

Dziecko! Gdybym był królem, twoje by się stało
Królestwo, berło, lud mój, korny nieskończenie,
Dałbym okręty, którym wszystkich mórz za mało,
Koronę i porfirów kunsztowność wspaniałą
— Za jedno twoje spojrzenie!
Gdybym był bogiem, dałbym powietrze wraz z ziemią,
Zło i dobro, gdy na nie władzą moją runę,
Chaos i wspaniałości, co w chaosie drzemią,
Wieczność i nieskończoność — to wszystko zamienię
Na jeden twój pocałunek!
Wiersz: Victor Hugo
Przełożyła: Jadwiga Dackiewicz
Wiersze miłosne, Wiersze

Do kobiety

Kiedy już zasnę, podejdź do mnie, moja miła,
Tak, jak się przed Petrarką Laura zjawiła,
A kiedy mnie twój oddech muśnie choć przez chwilę,
Usta rozchylę!
Wśród myśli moich czarnych w żalu i w mozole
Zbyt długo gości troska na posępnym czole,
Gdy nad nim twe spojrzenie jak gwiazda zawiśnie,
Ono rozbłyśnie!
A wtedy pocałunek złóż na moich wargach,
Jego czystości teraz żaden grzech nie starga,
Choć moja miłość w tobie kobietę przywoła,
Nie zaś Anioła!
Wiersz: Victor Hugo
Przełożyła: Jadwiga Dackiewicz
Wiersze miłosne, Wiersze

Preludium

Nie kocham jeszcze, a już mi jest drogi,
Nie kocham jeszcze, a już drżę i płonę
I duszę pełną o niego mam trwogi
I myśli moje już tam, w jego progi
Lecą stęsknione…
I ponad dachem jego się trzepocą
Miesięczną nocą…
Nie kocham jeszcze, a ranki już moje
O snach mych dziwnie wstają zadumane,
Już chodzą za mną jakieś niepokoje,
Już czegoś pragnę i czegoś się boję
W noce niespane…
I już na ustach noszę ślad płomienia
Jego imienia.

Po drodze tej

Po drodze tej bez końca
Chodziliśmy we troje:
Ten jasny promień słońca
I ja, i — serce moje.
Ja byłam wędrownicą
W krainę marzeń złotą,
A słońce — dnia źrenicą,
A serce me — sierotą.
I szliśmy w ludzkim tłumie…
Słoneczny promień — w złocie,
A za nim ja — w zadumie,
A serce me — w tęsknocie.
I przywiał wiatr obłoki,
Co promień słońca skryły…
Ja — poszłam w świat szeroki,
A serce — do mogiły.
Wiersz: Maria Konopnicka
Wiersze miłosne, Wiersze

Patrz, jaka jasność

Patrz, jaka jasność tu ku nam się chyli
Z różanych niebios o zachodu chwili…
Patrz, jaki płynie cichy i perłowy
Mrok, aby dłonie złączył nam i głowy…
Czego się lękasz? — Czy mgły tej, co spada,
Jak roztrzęsiona w pył siny kaskada?
Czy jodeł czarnych, co patrzą i stoją?
Czy nocy, która idzie?… Jestem twoją!
Na sercu twoim chcę prześnić do rana,
Na twym bijącym sercu… Daj mi rękę!
Słyszysz z oddali płynącą piosenkę?
Patrz, spada gwiazda jakaś obłąkana…
Kto wie, gdzie padną i kogo upoją
Jej blaski… Może to duch jaki złoty
I rozkochany i pełen tęsknoty
Tak cicho do nas leci… Jestem twoją!
Wiersz: Maria Konopnicka
Wiersze miłosne, Wiersze